***Na małym klifie…

Na małym klifie, z widokiem na niekończący się ocean, stał stary dom. Z tego domu łatwo było dostrzec plażę, pokrytą małymi kamykami. Na tej plaży ktoś siedział. Było to małe dziecko, na oko siedmioletnie, które bawiło się układając wieżyczki z kamieni. Upadały one co chwilę, ale dziecko, nie zrażając się, odbudowywało je z powrotem, zamieniając niektóre kamienie na inne. W pewnej chwili podniosło jeden z kamieni i ucieszone, odłożyło go na bok. To samo powtórzyło się jeszcze dwa razy, aż w końcu dziecko zostawiło zabawę, i wziąwszy w rękę trzy znalezione kamienie, pobiegło do domu na klifie.

Drewniane drzwi uchyliły się, ukazując kolorowy pokój z nastoletnią dziewczyną oglądającą film na komputerze. Przez drzwi weszło dziecko, niosąc w ręce jeden z kamyków zabranych z plaży. Dziewczyna oderwała wzrok od komputera i uśmiechnęła się, widząc młodszego brata.

– Cześć, po co przyszedłeś? – przywitała się.

– Chciałem dać ci prezent – powiedział chłopczyk, wyciągając rękę z kamykiem. Nastolatka wydawała się zaskoczona.

– Kamyk? – zapytała zdziwiona.

– Tak, znalazłem go specjalnie dla ciebie – dziecko wydawało się bardzo zadowolone, więc dziewczyna wzięła od niego prezent.

– No dobrze, zaraz gdzieś go odłożę, a na razie jestem trochę zajęta, okej?

– Tylko nie zgub – przypomniał chłopczyk, wychodząc.

Drewniane drzwi zamknęły się za nim. Nastolatka chwilę na nie patrzyła, a potem zdjęła słuchawki.

– Po co mi ten kamyk? – mruknęła pod nosem, wracając do oglądania filmu.

Drewniane drzwi w ładniejszej części domu uchyliły się, ukazując elegancko urządzone wnętrze gabinetu. Na drewnianym biurku stał monitor, przed którym siedział mężczyzna w średnim wieku.

– Mogę wejść tato? – zapytał chłopczyk, zaglądając przez drzwi.

– Tak, śmiało. Właśnie miałem sobie zrobić krótką przerwę – odpowiedział mężczyzna.

– Co robisz? – dziecko podeszło do biurka, żeby spojrzeć na ekran.

– To, o czym ci ostatnio opowiadałem. Co trzymasz w tej rączce?

– Mam dla ciebie prezent – powiedziało dziecko z wyraźnym zadowoleniem w głosie.

– Proszę – wyciągnęło rękę, w której był drugi z kamieni.

– Kamyk? Bardzo ładnie wygląda. Z jakiej okazji dostaję taki wspaniały prezent?

– Znalazłem go dzisiaj na plaży i chciałem ci go dać.

– Dziękuję bardzo za prezent. Odłożę go do szuflady z innymi rzeczami od ciebie – to mówiąc, mężczyzna wstał, podszedł do szafy stojącej w rogu i włożył kamyk do jednej z szuflad, w której było już kilka innych kamyków i kartki urodzinowe. W tej samej chwili zadzwonił telefon leżący na biurku.

– Leć już – ojciec przytulił chłopczyka – muszę odebrać ważny telefon. Dziecko wyszło z gabinetu, zamykając za sobą drzwi.

Drzwi wejściowe domu otworzyły się ukazując ścieżkę biegnącą na plażę. Dziecko zaczęło nią schodzić. Dotarło do starego rybaka, który wkładał sieci do łodzi i przygotowywał się do wypłynięcia na połów.

– Dzień dobry! – zawołało dziecko.

– Dzień dobry, co tu robisz mały urwisie? Widziałem twoje wieże, które zbudowałeś na plaży – przywitał się rybak.

– Jeszcze stoją? – zdziwił się chłopczyk.

– No pewnie, że tak. Któż miałby je przewrócić?

– To świetnie – dziecko ucieszyło się – Mam coś dla pana.

– Tak? Dla mnie, starego rybaka? Jestem bardzo ciekaw co to.

– To prezent – powiedział chłopczyk – znalazłem go dzisiaj na plaży.

– Kamyk? A czemuż to akurat ten kamyk? – zapytał rybak zaskoczony.

– Bo jak tylko go zobaczyłem, to pomyślałem o panu. Wie pan, on tak leżał w płytkiej wodzie i jak fale przychodziły, to ruszał się, ale tylko odrobinkę, aż w końcu go wyciągnąłem. Pan jest jak ten kamyk – zawsze tutaj, oprócz chwil kiedy są burze. Raz jest pan na plaży i czyści ryby, a innym razem na morzu podczas połowu. Tak jak kamyk, chociaż w ruchu, to jednak zawsze w tym samym miejscu. Pan tutaj był od zawsze i wcale się pan nie zmienia, jest pan wytrwały.

– Ha, nie tak znowu od zawsze, ale byłem tutaj jeszcze zanim się urodziłeś.

– Fajnie, i niech pan zawsze będzie, jak te kamienie! – zawołał chłopczyk i odbiegł brzegiem plaży.


Autor: Hanna Dancewicz