Niczym płatek białej róży

Zawsze tu byliśmy i będziemy. Zawsze niezmienni i trwali. Zawsze spokojni i doskonali. Niezmiennie od wieków w tym samym miejscu. Miejscu pożegnań, cierpienia i niewypowiedzianych słów. Miejscu, które od dawien dawna należy do nas, lecz nigdy nieoficjalnie. Ludzie często mawiają, że nasze królestwo nocą należy do zmarłych, a ich dusze otulone nocną bryzą nawiedzają cmentarz wspominając swoje odległe, liche, ziemskie istnienia. Nie mamy im tego jednak za złe. Cóż może człowiek wobec naszej potęgi wieczności? Wyryty napis na naszych obliczach odejdzie w zapomnienie, a nasze zimne, twarde spojrzenia pozostaną na zawsze. Miejsce zmarłych to nasze królestwo. Jesteśmy milczącymi świadkami, szeptami, cieniami, niczym – nagrobkami.

 

  Ostatnie promienie słoneczne tego dnia padały na zimny, ociosany marmur nagrobka. Sprawiały, że wydawał się on cieplejszy, żywy niemalże ludzki, lecz dalej był to tylko zimny kamień trwający w swojej nieśmiertelności. Nagle żwir w alejce cmentarnej się poruszył. Przygarbiony, osowiały mężczyzna w wygniecionej koszuli przemierzał niespokojnie drogę. Szukał właściwego grobu, rozglądając się dookoła rozemocjonowanym, niewyraźnym wzrokiem. Jakby przebywanie w tym miejscu sprawiało mu nadal niewyobrażalny ból, chociaż kamienne płyty równo ustawione wzdłuż alejki wiedziały, że od pewnego czasu stale odwiedza to miejsce. Wreszcie przystanął odnajdując właściwy nagrobek. Przykucnął, gdy nagle ogarnęła go niemoc. Z oczu pociekły mu łzy, a wzrok mu się zamazał, gdy spojrzał w stronę grawerunku, lecz mimo to słowa tam zapisane mocno wyryły się mu w pamięci: „Kochana córeczko na zawsze pozostaniesz w moim sercu”. Rozpłakał się. Były to tylko nic nie warte słowa wyryte na kamieniu, które nie zwrócą mu dziecka. Zaczął z siebie wyrzucać cierpienie: 

    – Dlaczego mi to zrobiłaś? Zostawiłaś mnie samego na tym świecie córeczko. Nie zobaczę już nigdy twojej pięknej twarzyczki, nie usłyszę twojego głosu, nie ujrzę tego jak stajesz się dorosła, już nigdy nie będzie nam dane porozmawiać… – głos mu się powoli łamał, a słowa głucho odbijały się bez echa od kamiennej płyty. Nie zostawiając owemu człowiekowi złudzeń, że został na tym świecie sam. Emocje przygniatały go jeszcze mocniej. – Nie posłuchałaś mnie! Nigdy mnie nie słuchałaś, wsiadłaś do tego samochodu z nim i zobacz czym to się skończyło! – krzyczał, a słowa te rozeszły się po cmentarzu i pozostawiły po sobie ciszę tak samo szybko jak wybrzmiały. Nie było wokół niego nikogo. Otaczały go tylko marmurowe pomniki. Szum drzew dopełniał pustkę. Spojrzał po raz kolejny z cierpieniem na mogiłę córki i dodał z żalem w głosie – Ciebie już nie ma, a ja muszę żyć dalej.

    Nastała cisza. Mężczyzna usiadł na ławce i pusto patrzył przed siebie zatapiając się we własnym bólu i smutku. Nie było dźwięku odpowiedzi po jego najszczerszym wyznaniu. Nie ulżyło mu, a cisza zaczęła go przygniatać. Skradać się. Ścigać. Ściągać w swoje sidła. Nie mógł poskładać myśli, sens słów mu się plątał. Nagrobek wydawał mu się patrzeć wzrokiem pełnym chłodu i wyniosłości. Zdawało mu się, że wariuje.

  Wariuje? Nie, nie to niemożliwe – mówił sobie i łapał się za głowę. – Wszystko jest w porządku, wszystko w porządku, jak najlepszym porządku.

  Odprężył się i wreszcie poskładał myśli. Wygrzebał zapalniczkę. Wyciągnął wcześniej zakupiony z największą czcią znicz i ustawił go równo na grobie. Zdjął pokrywkę i ostrożnie podpalił knot wkładu. Odstawił świeczkę i ponownie zajął miejsce na ławce przyglądając się ciepłemu płomieniowi, który rozświetlał już lekko zacieniony kamień. W powietrzu dało się wyczuć zapach topionego wosku, który wywoływał smutek. Mężczyzna powoli przechodził już w otępienie, gdy usłyszał, jak ktoś stąpa ostrożnie za jego plecami. Obrócił się i zobaczył chłopaka jego zmarłej córki. Nastolatek, odziany był w schludne ciuchy, a w rękach trzymał bukiet białych róż – ulubionych kwiatów jego córki. Zdenerwował się, gdy to dostrzegł. Błogie otępienie nagle wyparowało i zaczęła buzować w nim nienawiść do tego chłopaka. Przecież to on prowadził to auto – pomyślał – ja się już z nim policzę!

  – Co ty tu robisz?! Co ty sobie wyobrażasz przychodząc na jej grób! Ty bezczelny! – naskakuje na niego mężczyzna i rzuca się na niego w amoku.

  – Co pan robi? Proszę mnie zostawić! – krzyczy zaskoczony chłopak, gdy mężczyzna nagle łapie go i zaczyna nim tarmosić.

  Chłopak próbuje się uwolnić, ale mężczyzna jest silniejszy. Rzuca go na zimny marmur nagrobka, który jest świadkiem tych wydarzeń, a białe kwiaty wypadają chłopakowi z rąk, pojedyncze płatki róż okalają zimne oblicze kamienia niewzruszonego na ludzką tragedię. Mężczyzna dalej szarpie chłopaka.

  – Morderca! Jeszcze śmiesz kłaść kwiaty na grób mojej córki? – wrzeszczy rozgorączkowany.

  – Proszę mnie zostawić! Nie życzę sobie takich oszczerstw, była dla mnie tak samo ważna jak dla pana! – broni się chłopak i próbuje się uwolnić.

 – Ja ci zaraz dam ważna! Jak śmiesz! – mężczyzna zamachnął się celując prosto w nos chłopaka, a ten w ostatniej chwili zdołał uniknąć uderzenia.

  Zniesmaczony własnym zachowaniem mężczyzna, otrząsnął się z furii i umknął pośpiesznym krokiem z miejsca zdarzenia, zostawiając oszołomionego chłopaka nad grobem. Wszystkiemu przyglądają się bezstronnym spojrzeniem kamienne oblicza, które nie od dziś są świadkiem dramatów rodzinnych. Chłopak dochodzi do siebie. Podnosi rozrzucone kwiaty i poprawia je na grobie. Na marmur spada pojedyncza łza, która wydaje się nikła wobec trwałości kamienia. Chłopak szepcze:

  – Tęsknię za tobą. Mam nadzieję, że tam, gdzie teraz jesteś jest Ci dobrze. Chciałbym Cię przytulić.

    Kładzie głowę na pomniku, z oczu płyną mu łzy. Ciągle czuje poczucie winy. Obwinia się o jej śmierć. Czuje beznadziejność. Każdego dnia walczy ze sobą, ale ma wrażenie, że świat nigdy mu nie wybaczy tego, że tamtego dnia siedział za kierownicą i jechał zgodnie z przepisami. Niestety to nie pomogło, nie mógł jej uratować, gdy wjechało w nich auto z dużą prędkością. Umarła na jego oczach, a jego serce rozpadło się na kawałki. Wykończony i przygnębiony zasypia, uwalnia się na chwilę od ciężaru emocji, ale poczucie winy pozostanie z nim już na zawsze.

 

A my nadal trwamy. Niewzruszone, nieoswojone, obojętne wobec dramatów ludzkich, które trwały i trwać będą.


Autor: Zuzanna Ziobrowska